Skip to content
Menu
SynchronicznaDroga.pl
SynchronicznaDroga.pl
Granica między światami. Most, który nie tylko łączy kontynenty, ale też warstwy rzeczywistości. Motocyklista na czarnym Harleyu, cień własnych marzeń, przekracza znak "Türkiye", wjeżdżając nie tylko do Azji – ale do mitu. Ta podróż przez Çanakkale i ruiny Troi nie była zwykłym odcinkiem trasy. To był moment, który przesiąkł znaczeniem i stał się opowieścią.

Trojańskie echo silnika – Motocyklem przez mitologię, most i marzenie

Opublikowano 2025-08-302025-08-30

Echo z przeszłości – dla tych, którzy słuchają

Granica nie zawsze wygląda jak mur, drut kolczasty czy szlaban. Czasem to tylko tablica. Niepozorna, z białym napisem “TÜRKİYE” na czerwonym tle. Ale kiedy stoisz przed nią sam, na motocyklu, z twarzą otuloną kurzem i umysłem zmąconym kilometrami, ta tablica staje się czymś więcej niż symbolem zmiany kraju. To jak brama do innego rozdziału. A może raczej – do innego wymiaru. Tak się właśnie czułem, kiedy przekroczyłem tę granicę. Z Europy do Azji. Z rzeczywistości do mitu. Z siebie… w siebie.

Za mną – Bałkany, gdzie wiatr śpiewał ballady o przeszłości i przyszłości. Przede mną – Turcja, kraj, który szepcze legendy zamiast mówić. A pomiędzy – ja, na czarnym jak kruk Harleyu, który nie tyle jechał, co unosił się nad rzeczywistością. Silnik dudnił jak bębny wojenne, a ja byłem ich echem. Motocyklista, pielgrzym, wędrowny opowiadacz historii. Przed sobą miałem coś, co od lat drgało we mnie jak niewypowiedziane zdanie. Troję.

Dojechałem do Çanakkale, miasta położonego nad cieśniną Dardanele, z którego rozciąga się widok na mityczne ruiny. Miejsce jak oddech między wersami „Iliady”. Tam, na promenadzie, czekał na mnie… koń. Nie taki zwyczajny. Ogromny, drewniany, pusty w środku, ale pełen symboliki. To właśnie ten koń, który zagrał w hollywoodzkiej „Troi” z Bradem Pittem w roli Achillesa. Po zakończeniu zdjęć podarowany Turcji, został tutaj – jakby nadal strzegł wejścia do miasta duchów. Patrząc na niego, miałem wrażenie, że zaraz się poruszy. Że ten koń wie coś, czego my już zapomnieliśmy.

Podszedłem bliżej. Dotknąłem drewna, jakby to był relikwiarz dawnych emocji. W głowie słyszałem nie tyle kwestie z filmu, co szept Homera. Ten koń, choć sztuczny i współczesny, stał się pomostem między kulturami, czasami, światami. Stał jak manifest – nieśmiertelności mitu, potęgi wyobraźni. I choć wiedziałem, że to tylko dekoracja, czułem w nim coś prawdziwszego niż wiele rzeczywistości.

W drodze do ruin Troi – oddalonych o kilkanaście kilometrów – zaczęły się dziać rzeczy, których nie da się do końca wyjaśnić. Małe synchroniczności. Głosy przewodników cichły, ale echo wiatru zdawało się mówić więcej. Wśród oliwnych gajów, krętych dróg i pokruszonych kolumn znalazłem przestrzeń między dźwiękami. Nie było tu spektakularnych pozostałości – raczej fragmenty, cienie, domysły. Ale może właśnie w tym tkwi siła tego miejsca. Troja nie daje ci gotowych odpowiedzi. Ona stawia pytania i czeka, aż sam je przetrawisz.

Pewnego wieczoru, siedząc na murku przy promenadzie, z gorącą herbatą w ręku i silnikiem jeszcze ciepłym po jeździe, podszedł do mnie staruszek z bródką jak z eposu. Miał spojrzenie, które widziało więcej, niż mówiło. Zapytał łamanym angielskim, skąd przyjechałem. Gdy powiedziałem, że z Polski, kiwnął głową i powiedział coś, co długo wibrowało we mnie jak struna:

„Każdy ma swoją Troję. Jedni ją zdobywają, inni w niej giną. Ty wyglądasz, jakbyś dopiero ją znalazł.”

I uśmiechnął się, jakby znał zakończenie, którego ja dopiero się domyślałem.

Na motocyklu droga nie jest tylko przestrzenią – jest także czasem. Mój Harley stał się wehikułem przez warstwy znaczeń. To nie była tylko podróż przez geografię, ale przez własną mitologię. Przypomniałem sobie, że każdy motocyklista nosi w sobie jakąś Helenę – coś, co porwało jego serce i każe mu jechać dalej. Czasem jest to kobieta. Czasem marzenie. Czasem… pytanie bez odpowiedzi.

Po kilku dniach ruszyłem dalej. Droga wiodła przez wioski, które wyglądały jakby zatrzymały się w czasie. Pastwiska, gdzie owce były równie filozoficzne jak pasterze, meczety wyłaniające się zza wzgórz jak mirage z opowieści Szeherezady. Turcja nie uderza cię w twarz – ona cię otula. Nie mówi ci, co masz czuć – ale stwarza przestrzeń, w której możesz to odkryć. Tutaj motocykl staje się nie tylko środkiem transportu, ale anteną. Wibracje ziemi przechodzą przez ciebie, przez silnik, przez puls. I wszystko zaczyna mieć sens – choćby przez moment.

W jednej z dolin, przy krętej drodze prowadzącej przez starożytne wzgórza, zrobiłem zdjęcie, które potem długo oglądałem w ciszy. Droga była jak linia życia na dłoni – nieprosta, pełna zakrętów, ale wyraźna. Nad nią – niebo turkusowe, a na horyzoncie – coś, co przypominało cień dawnego świata. Może świątynia. Może tylko złudzenie. Ale to wystarczyło. W tamtej chwili wiedziałem, że dotykam czegoś większego niż ja sam.

Czasem w życiu potrzebujemy nie spektakularnych wydarzeń, lecz małych, osobistych mitów. Tego jednego wieczoru, tego jednego spotkania, tego jednego zdjęcia. W Çanakkale znalazłem więcej niż Troję. Znalazłem dowód, że droga nie zawsze prowadzi do celu. Czasem to ona jest celem. A legenda – to nie opowieść z przeszłości. To coś, co dzieje się teraz, kiedy oddychasz, czujesz i… jedziesz dalej.

Jeśli kiedyś znajdziesz się w Çanakkale – usiądź na chwilę przy tym koniu. Nie pytaj, co tu się wydarzyło. Posłuchaj, co mówi wiatr. I jeśli cokolwiek w tobie drgnie – wiedz, że właśnie usłyszałeś echo własnego mitu.

🌌 ✨Tak powstają historie, które potem znajdują się w książkach. 

📘 Ta znalazła się w ’Drodze przez krajobrazy. Motocyklowe refleksje’.”

.

Legendarny koń trojański – nie ten z opowieści Homera, lecz ten, który zagrał główną rolę u boku Brada Pitta w filmie „Troja”. Dziś stoi dumnie na promenadzie w Çanakkale, jakby nadal skrywał historie i bohaterów.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

  • Tam, gdzie milknie czas — Bieszczadzka droga we dwóch
  • Trojańskie echo silnika – Motocyklem przez mitologię, most i marzenie
  • Droga na Nordkapp – tam, gdzie kończy się Europa
  • Tam, gdzie kończy się ziemia, a dusza łapie wiatr – Cabo da Roca i początek drogi ku niewidzialnemu.
  •  Trollstigen — droga, którą nie jedziesz, ale której się poddajesz

Najnowsze komentarze

  1. motodroga_kondzio - Tam, gdzie kończy się ląd i zaczyna opowieść
  2. Elżbieta Wilk - Tam, gdzie kończy się ląd i zaczyna opowieść
  3. Elżbieta Wilk - Bo czasem trzeba dotknąć chmur, żeby przypomnieć sobie, kim się naprawdę jest.
  4. motodroga_kondzio - Bo czasem trzeba dotknąć chmur, żeby przypomnieć sobie, kim się naprawdę jest.
  5. Elżbieta Wilk - Bo czasem trzeba dotknąć chmur, żeby przypomnieć sobie, kim się naprawdę jest.
©2026 SynchronicznaDroga.pl | Powered by SuperbThemes